Godziny szczytu
Różaniec świateł przepuszcza rozpędzoną wieczność
celnik automatyczny
uśmiecha się mruga
dusze zamienia w komputer
ulice ślepną z płaczu na środku południa
drzewo historii siwieje
to błędne Koło nie przerywa Rytmu
z nikim nie wchodzi w układy
nawet w godzinach szczytu
zdążysz czy nie -
w środku czy na zewnątrz -
zawsze będziesz ważnym niewidzialnym trybem
Modlitwa
w sercu wciąż stara wierzba
rośnie z parapetu
na włosy siada zmierzch
i nago klęczą wróble
deszcz
bije czołem o chodnik
Kamień
wkrótce kamień otworzy i uniesie skrzydła choćby serca skamieniały pękły
wiecznej pewności siebie
spokojny o przyszłość i o własne ciało
jest twardszy od wieku wygrywa ze śmiercią
przez niego prowadzą drogi oświetlone tunele
a dusza w nim szuka drzwi zaprzeczenia czasu
w nim pęka i kiełkuje jasność -
z kamienia są miasta usta nieobecnych
z kamienia jest czas coloseum
światło komet wieczność -
a ostatnio serce -Wybór
uczucia umarły wyschły
choćby wszyscy i wszystko zdradziło -
zostanie ci wieczny świergot wróbli
symfonia poranka u otwartych powiek
żółte ściernisko - święta bieżnia
skaleczonych stóp
abyś do śmierci pamiętała
beztroskie dzieciństwo - twardą szkołę życia
nad nim wciąż tańczą motyle
i sterczy wysoko etiuda skowronka...
choćby miłość odeszła -...